Presja, goni mnie presja… Nie trzeba być dobrym, nie trzeba mieć mnóstwo wpisów, a jednak jest na to presja. Chyba jeszcze do końca nie wyzdrowiałem, więc mnie bierze od środka. To powinno już za kilka dni minąć. Dzięki diecie. Powinno przerodzić się w motywację, to co na razie jest presją i niezbyt przyjemnym pośpiechem. Trzeba mieć dużo i najlepiej dobrej jakości. Tak to wygląda. Zero przy tym rozmarzenia. Zero refleksji. Tylko człowiek miałby stanąć na baczność i zaczął działać. Nie to, że się nie da, tylko to niezbyt przyjemna praca, a takich miałem od początku rysowania bardzo dużo. Chciałem by były dobre. Nie wychodziło, więc mimo presji ta się znowu pojawiała, żeby robić następne rysunki, bo tak szybciej będziesz u celu. Nie umiałem wyluzować. Nadal nie umiem. Zawsze sobie myślę, że jeśli odpuszczę, to coś stracę. Stracę dzień, godzinę, rozwój. Tracę przyszłość. Dalej będzie do murali…
Nadal tu jest, ona nie znika. Chciałoby się to zneutralizować jakimś przyjemnym zajęciem, lecz nie zawsze to działa. Jedynie może takie, które też jest konstruktywne jak to pisanie właśnie. Nie jest za trudne, też trzeba się trochę wysilić. Pisząc bloga nawet bardziej niż pisanie dla siebie. Nadal jest to jednak forma relaksu. Najlepiej jednak jak by przyszła pełno prawna wiosna i mógłbym zatopić się bezkarnie w promieniach słońca gdzieś w jakimś odległym miejscu od tego co tutaj. Kiedyś byłem bardziej wyluzowany. Nie czułem w ogóle presji. Może to dlatego, że wydawało mi się, że wszystko mam? Czy to zostało mi odebrane? Mój spokój. Już go nie ma. Trzeba go budować, w presji… Można by odpuścić, ale to wtedy pojawi się presja w jakimś innym, kluczowym dla mnie momencie. Bo załóżmy, że tak robię. Okazałoby się, że muszę pracować na ochronie, gdyż wyższego nie mam… Pojawiłaby się tu ta presja związana z wynikami za pewne, że mógłbym mieć więcej, gdybym tylko rysował, a przecież tak pięknie byłoby odpuścić. Tu to nawet gorzej niż samo odpuszczenie, bo zmęczenie po pracy też blokuje wysiłki. Czasami jednak odpuszczam na dzień, dwa, trzy, czasem na dłużej. Wtedy jest większa moc, gdy się zaczyna. To wszystko jednak zależy od czystego wnętrza. Dieta jest tu bardzo ważna, bo ta może człowieka motywować lub spowalniać, nawet można nie zdawać sobie z tego sprawy. Zmęczenie w pewnym wieku dość młodym nadchodzi, mimo że człowiek chciałby więcej. Dlatego dieta – to co zauważyłem… pobudza, uspokaja, mobilizuje, sprawia, że człowiekowi się chce i ma siły. To już wtedy nie jest presja. Wtedy jest to zdrowie. Brak używek – druga sprawa. Z tytoniem sobie radzę. Nic więcej nie muszę odstawiać. Może by sobie jeden dzień przerwy zrobić? Albo ustawić przedmioty ta by były na tyle ciekawe, że byłaby szansa, że ktoś by kupił rysunek? Zdjęcie musi być dobre by je narysować. Czasami rysuję ze zdjęć. Nie ma wtedy presji. Wtedy jest chęć narysowania tego co na zdjęciu, ale te musi być zachęcające mnie do rysunku. Czasem się takie pojawiają. Muszę głębiej nad tym wszystkim pomyśleć, bo jak się okazuje da się tę presję rozbroić. Trzeba tylko sprawić by rysowanie, tworzenie było jak najbardziej zbliżone do przyjemnego, żeby miało sens. Nie ma dla mnie sensu nauka rzetelnego oddawania kształtów, proporcji czegoś z czy nie jestem duchowo związany. Wtedy wychodzi mi źle. Podejmuję ten wysiłek, ale nie jest to ani łatwe, ani przyjemne, a postęp w tym nie wiem, czy się w ogóle dokonuje. Raczej tak, ale to spory wysiłek. Warto jednak i to umieć, bo takich momentów, że coś się przeżywa wewnętrznie mocno i podoba się to do narysowania jest stosunkowo mało. Chyba że się uczę i mógłbym sobie… Ale to też nudne tak powtarzać… Zatem tych prac byłoby mało, niepewne umiejętności i nie wiem, czy prześliznąłbym się tak przez życie… Na samym początku ktoś pokazał, że szkło narysował doskonale. Też chciałem i tu pojawił się we mnie konflikt, gdy zacząłem, bo wiedziałem jakie to szkło musi być by spowodować u mnie zachwyt. Raz się zdarzyło, że wyszło już coś całkiem dobrego. Jeszcze jednak czegoś w tym brakowało, bo czasami pracy tak niewiele brakuje, że można już ją oddać… Eh, trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. To jest cierpienie, bo presja zmusza do tego, bo bez ćwiczeń będzie gorzej. Koło zamknięte… Trzeba by pomyśleć nad tematem pracy. Trochę wytchnienia wtedy wejdzie… Nawet nie za bardzo wiem, co to miałoby być i chyba będę musiał stworzyć mapę myśli tego co mi się podoba i z tych rzeczy wybrać rzeczywiście te, które nie tyle musiałbym rysować, co miałyby dla mnie jakieś znaczenie w mojej pracy rysunkowej… Tak, uczę się właśnie rozróżniać i budować system pracy. Jako dziecku pewnie przyszłoby to łatwiej, ale grunt, że przynajmniej to mogę robić, jeszcze, bo może nie powinienem już niczego robić i tylko dzielić się doświadczeniem… To by było pewnie za proste. Zawsze trzeba sobie skomplikować życie tak, żeby potem narzekać… Odkładanie czegoś na później jest taką komplikacją… Odkładanie czegoś na za późno jest taką komplikacją… Czasami potrzeba coś przemyśleć. Nie można od razu tak szturmować…
