Zaczynam chyba czuć się nieco, minimalnie chyba lepiej, bo dziś miałem trzy sny o różnym znaczeniu. Jeden był przerażający, drugi erotyczny, a trzeci nostalgiczny. Mogłem w tych snach trochę odreagować, tak się poczułem. Kiedyś, gdy śniłem pod wpływem marihuany miałem bardzo płytkie sny i w ogóle się nie wysypiałem. Teraz sny mają dla mnie większe znaczenie w swym zakresie jaki obejmują…
Chciałbym czuć się już stabilnie przez cały dzień, żeby móc mieć wysoką koncentrację na zadaniach i móc coś robić konkretnego przez przynajmniej większość dnia. To już prawie jest w moim zasięgu. Kiedyś , gdy ćpałem było to zupełnie niemożliwe i mogłem sobie tylko pomarzyć. Jestem już niedaleko prostej, która dla wielu jest czymś zwykłym, a dla wielu marzeniem nie do osiągnięcia. To tu zaczynają się sukcesy, bo utrzymanie czy zdobycie trzeźwości nie jest dla mnie sukcesem, nie daje mi to nic niż dalszej wędrówki ku prawdziwemu, wymiernemu zdobywaniu umiejętności, rzeczy, dobrego samopoczucia przez np. konstruktywną rozmowę czy czytanie książki i naukę o czymś… No, też sporo samoistnie zmieniło się na lepsze przez trzeźwość. Chyba to jest plusem, że już nie narzekam tak jak dawniej na moje samopoczucie. To już jest takie aspekt, że albo się przyzwyczaiłem albo rzeczywiście ono zmieniło się na lepsze. Też pewnie sporo zawdzięczam choćby mojemu bieganiu i ćwiczeniom rysunku, które sporo podnoszą zadowolenie z siebie. Na początku nie było to zauważalne, ale nawet po latach odkąd nie biegam uznaję to zajęcie jako mnie stymulujące wciąż, bo zdałem sobie sprawę, że mogę robić coś, co do tej pory nie uznawałem tego za coś, co mógłbym preferować i odrzucało mnie od tego. Zauważyłem jednak korzyści z biegania i nie wiem, czy bym do tego znowu nie wrócił, gdy już całkowicie pozbędę się nałogu nikotynowego i mój organizm się w dużej mierze oczyści z np. smoły, co dałoby lepszą przepustowość chociażby płuc… To ważne by nie od razu rzucać się na głęboką wodę… Trzeba po trochu, po trochu rozbudzać swoje możliwości, tak jak ja to robiłem, gdy biegałem po rz pierwszy na bardziej poważnie. Wtedy to zajęcie stało się dla mnie czymś ważnym, mimo że wcześniej nie lubiłem wychowania fizycznego w szkole i praktycznie na każdych zajęciach siedziałem w kącie sali zajęty czymś innym… Nauczycielom wciskałem kit, że źle się czuję, ale jednak coś z tego musiało być na rzeczy, bo ktoś kto się dobrze czuje nie rezygnuje z jakiś zajęć przecież z własnego widzimisię… To skomplikowane… Wchodziły tu w sprawę narkotyki jak i brak większych umiejętności np. w zarządzaniu piłką podczas meczu. Jakoś też nie lubiłem konkurencji w tych wszystkich grach zespołowych już od podstawówki. Biegać nauczyłem się. Zrobiłem to sam w lesie bez niczyjej pomocy i bez nagabywania. Po prostu pomyślałem, że ciut słaby jestem jak to narkoman i przydałoby się przynajmniej wypocić toksyny, które przyjąłem i gdybym zaczął biegać to ten proces trwałby szybciej. I to był zdecydowanie jeden z najlepszych ruchów jakie mogłem podjąć w życiu dla siebie i tez poniekąd dla innych. Stałem się bardziej aktywny. Moje przekonanie o sobie samy zmieniło się nieco w lepszą stronę. Byłem dzięki temu i jestem bardziej pewny siebie. Moje poczucie sprawczości również zmieniło się w pozytywnym kierunku. Dlatego jak tylko poczuję, że poradziłem sobie z paleniem, to zacznę rozważać wdrażanie się w biegi z powrotem dla zdrowia, dla siebie, dla dobrego samopoczucia, dla kondycji i lepszej efektywności w innych zajęciach, dla większej pewności siebie wśród ludzi i we mnie samym. To bardzo dużo, co dostaje się przez uprawianie tego sportu. Silne nogi to podstawa…
To niepalenie ma być dla mnie wynagradzające, bo jak sobie wyobrażam ma mnie wprowadzić w świat wyższych wibracji. Z tego względu będę mógł robić więcej i dokładniej niż miałbym być w tym czasie zmęczony po paleniu. Oczywiście, ktoś może twierdzić inaczej i trudno się mi z nim zgodzić, gdy wiem jak wyczerpujące jest plenie, mimo wszystko…
