W moim przypadku problem z tym, że mi się nie chciało nic robić dotyczył diety, ale też ogólnego zmęczenia organizmu, bo zanim zachciało mi się cokolwiek chcieć, musiało minąć trochę czasu zanim organizm się zaadaptował do nowych, lepszych warunków. W tej chwili jestem w fazie przejścia na niepalenie tytoniu i to też jest w jakiś sposób męczące, bo do tego dochodzi nieuregulowany godziny snu. Jakoś tak to się wszystko porobiło, że zasypiam o dwudziestej, a wstaję po trzeciej i nie jest to takie najgorsze, gdyby nie to, że nie jestem przyzwyczajony do ciemności z rana i mój organizm nie do końca myśli, że już się przebudził i trochę mi się nie chce różnych czynności. Dopiero później przychodzi wraz ze światłem większy apetyt na życie… Dlaczego się może jeszcze nie chcieć? W moim przypadku dieta to podstawa, ale też dobór narzędzi, stosowne przemyślenie za i przeciw tematu, którego działania miałyby dotyczyć, no i to skąd bierze się motywacja, co ma owo działanie zaspokoić. Plan jest więc taki: ogarnąć dietę by organizm powiedział: „Dziękuję”. Następnie można myśleć o dalszym uruchamianiu się. Rzucić nałogi jest wtedy łatwiej, bo jest wewnętrzna mobilizacja… Środowisko, w którym się żyje już tak bardzo nie przeszkadza, gdy się człowiek sam w sobie dobrze czuje, a by to poczuć trzeba mieć dobrą dietę, wtedy organizm podziękuje… Można wtedy zacząć wdrażać różne działania. U mnie to zaczęło się od dobrej diety, w której poczułem, że mogę naprawdę sporo więcej. Zanim to jednak się stanie, trochę to trwa przejście z jednego trybu na drugi, ale nie aż tak długo by w pewnym momencie mieć już dosyć i zrezygnować. Zmęczenie odchodzi. Działanie jest kojące. Jedno działanie może być uzupełnieniem innego. Np. powiedzmy, że nie chce się robić czegoś, bo nienawidzi się tego zajęcia i edukuje się, żeby się go pozbyć, ale w życiu mi nie przyszło do głowy, że to może współistnieć. Ta walka w głowie, że coś jest absurdalne i niepotrzebne może człowieka doprowadzać do nieświadomego zmęczenia. Trzeba sobie to uświadomić co dla człowieka jest ważne i dążyć do tego. To nie dzieje się na każdym etapie, bo nieraz można ugrzęznąć. Chciałoby się rzec, że samo się zachce. Jasne, tak było u mnie. Zachciało mi się przez stosowanie odpowiedniej diety… Ketogenicznej lub przynajmniej niskowęlowodanowej. Trafiłem kiedyś na portalu Facebook na post braci Rodzeń, tak to się zaczęło, że teraz mi się chce o wiele bardziej niż kiedykolwiek w życiu. Chudnę do odpowiedniej wagi. Po tym jak już uporam się do końca z efektami palenia tytoniu chyba zacznę biegać. Generalnie jest znacznie wszystko lepiej.
