
Znowu mnie coś dotyczy zmęczenia tym co robiłem do tej pory i chyba przydałaby się przynajmniej jednodniowa przerwa, mimo moich nadziei na większy zapał. Trochę to dołujące, bo wciąż sobie myślę, że z tym co robię nie jest tak źle, ale przydałoby się tego więcej robić, bo jak będę myślał o przerwie to mnie to do niczego nie zaprowadzi, ale nieefektywne działanie też, więc co tu zrobić – oto jest pytanie bardzo ważne. Czuję się zmęczony przede wszystkim presją na rysowanie, która się sama rodzi we mnie każdego dnia i ta presja dotyczy także chwili, kiedy nie rysuję. Pojawiło się we mnie też odczucie, że wcale nie boję się rysować i takie podejście wydało mi się nawet śmieszne. Wcześniej zaś czułem mnóstwo stresu z powodu prób odzwierciedlania tego na rysunku co na zdjęciach, czyli głównie portrety. Tak mnie to wszystko zmęczyło, myślenie o tym, że przysnąłem, ale nic szczególnego się nie śniło, tylko ciężko mi było wstać. Do tego jeszcze ten zawrót głowy spowodowany brakiem wakacji, monotonnością i rzucaniem palenia też dał się we znaki. Meczące wszystko jest wokół, a samo rysowanie do najbardziej relaksujących i przyjemnych nie należy w trakcie nauki. Gdy się rysuje i wszystko wychodzi tak jak w miarę powinno to ok, można rysować i to jest relaksujące, ale są dni, kiedy nic nie idzie. Czy mimo to zmuszać się do ćwiczeń czy odpocząć i pozostać w tyle? Niby jeden dzień różnicy nie robi, ale to znowu jest presja, że nic się nie robi i teoretycznie odpoczywa, bo niedawno odpoczynek już był, tylko mało…
Ostatecznie udało się zrobić portret jakiegoś gościa mimo braku sił. Wyszedł nawet całkiem w miarę. Nie jest to najlepsza moja praca, dlatego nie wstawiam do galerii. Dziś w ogóle takie przewalony dzień, że dziwne, iż ten portret tak dobrze jeszcze wyszedł. Chyba mnie było stać na te resztki sił albo coś się we mnie w stosunku do rysowania znowuż zmieniło na lepsze. Narysowałem, a potem poszedłem na spacer. Krążyłem z myślą, czy by nie kupić choć jedną cygaretkę i ciężkie to było, bo już miałem wracać do kiosku, ale jakoś udało mi się zwalczyć częściowo pokusę i skierowałem się w stronę apteki. Ciągnie dzisiaj do tytoniu niesamowicie, po tygodniu niepalenia. Kupiłem witaminy z grupy B, żeby się trochę pobudzić, bo już naprawdę chciało mi się dosyć mocno palić, że zacząłem naprawdę kombinować, czy by czegoś nie kupić. Zdobyłem się na te witaminy i to był chyba dobry ruch, bo trochę więcej życia jest we mnie. Jakiś zamiennik na ten głód jednak trochę działa, mimo że może to placebo. Jednak wiem, że witaminy z grupy B potrafią trochę stymulować, dlatego je kupiłem. Najlepiej byłoby zapalić prawdziwego tytoniu, ale ja już paliłem 28 lat, to trochę dużo i kiedyś przydałoby się zmierzyć z odstawieniem. Wydaje mi się, że po odstawieniu tytoniu jest strasznie nudno, że nic się nie zmienia, a to chyba nie prawda. Pamiętam, że jak nie paliłem, bo wówczas rzuciłem, to trochę było jakby lepiej. Wydolność była lepsza, ale jaki ja byłbym teraz skoncentrowany na tym co trzeba, gdybym zapalił. Tak, to są moje demony i gdyby nie te witaminy z grupy B, to chyba już bym poległ i zapalił…
Także z tego powodu nie jest to najbardziej mój produktywny dzień, aczkolwiek udało się jeden krok w rysunku zrobić i wyszedł taki oto portret jak wyżej. Kiedy będę miał więcej przytomności umysłu zapewne będę rysował więcej i możliwe że raczej bardziej wprawnie, bo ten nie jest taki zły, ale w sumie jak zwykle mógłby być lepszy. Już nie chce mi się nad nim pracować za bardzo i chyba pozostawię taki. Kiedyś były dużo gorsze te moje portrety, więc niekoniecznie jestem zadowolony i niekoniecznie przekonuje mnie ten portret, ale nie jest taki w sumie zły jak dla mnie… Jasne, jak ktoś się naoglądał portretów innych ludzi jak oni rysują, bo mają więcej doświadczenia to rzeczywiście może mu się nie podobać, ale jeśli ktoś pracuje naprawdę z rysunkiem to chyba wie i zdaje sobie sprawę ile pracy trzeba włożyć by rutynowo, nie czując wen utworzyć coś takiego jak ten mój. Możliwe też, że jestem mało zdolny, jeśli chodzi o rysunek. Natomiast dobre jest to, że jednak do tej pory byłem uparty i do tego poziomu zdołałem dojść, a był naprawdę słaby, dużo słabszy niż ten teraz. Oczywiście, że wątpię w swoje zdolności. Muszę je raczej wypracowywać, co nie jest dla mnie ani miłe ani łatwe, lecz zdaję sobie sprawę, że inaczej ich nie przybędzie jak przez pracę i tak ma chyba każdy. No, może są ludzie, którzy czują rysunek bardziej, inni mniej, ale kwestia tego, czy to utrzymują przy życiu, bo ktoś kto ma talent może zostać przegoniony przez kogoś kto nad tym po prostu pracuje. Nie to, że chciałbym się chwalić tak nieudanym rysunkiem, ale lubię wstawiać na swoją stronę różne rzeczy, to mi pozwala myśleć, że coś robię, bo od jakiegoś czasu mam wdrukowane, że właściwe w życiu człowieka to powinno być działanie i nieustanne dążenie do doskonałości. Trochę miałem po górkę, więc może stąd takie przekonanie. Gdy jest się na dnie i nic nie cieszy, wtedy naprawdę pragnie się coś więcej. Przynajmniej ja tak miałem. Droga jednak jest długa do tego momentu, w którym jestem, co nie znaczy, że wiele mogłem przez ten czas zmienić. Zrobiłem tyle, ile mogłem. Na resztę nie było dotąd środków…
